Szóste wydanie

Okladka_VITrzecie podejście do historii

Dech, Srech, Zdech

Dech, Srech i Zdech – legendarne postacie historii Trizondalu, jeżeli wierzyć wybitnemu historykowi Krzysztofowi Miśkowiczowi.

W Trizondalu znowu mówi się o historii przedinternetowej – części kultury Królestwa Trizondalu, która była spisana już dwa razy, lecz mniej udaną od tych wersji historii jest tylko dzisiejszy system wyboru Izby Reprezentantów. Tym razem spisać historię sprzed zaistnienia Trizondalu w internecie próbują mieszkańcy Trizondalu, którzy zostali obywatelami tylko dzięki umowach o podwójnym obywatelstwie.

Mieszkańcy Trizondalu w mniejszym lub większym stopniu są ludźmi wykształconymi i rozumieją, że Trizondal tak naprawdę nie ma żadnej historii przedinternetowej – Królestwo Trizondalu powstało z połączenia trzech mikronacji – Trilandu, Dalmencji i Zongyi, które już wówczas miały własne strony i fora internetowe. Historia przedinternetowa jest, jak i większość rzeczy w mikroświecie, jedynie ładną bajką, która służy dobrym układem odniesienia dla samorządów (opisywanie historii, architektury, a nawet nazewnictwo miast opiera się na takich „bajkach”), firm, organizacji niezależnych i tak dalej. Trizondal więc od dawna wychodzi z założenia, że dla aktywnego życia kulturalnego (a Trizondal słynie aktywniejszym życiem kulturalnym, niż politycznym) niezbędna jest historia przedinternetowa.

Pierwsza historia przedinternetowa Królestwa Trizondalu była spisana tak dawno, że autor tego artykułu nawet nie zastał okresu jej pisania; aczkolwiek dość długo (przynajmniej kilka lat) była nieedytowana jako artykuł na Micropedii. Mimo że historia ta miała dość dziwne momenty (walki części Trizondalu z hitlerowcami i późniejsza okupacja niemiecka), ogólnie wyglądała dość dobrze; przynajmniej nie przeczyła sama sobie.

Oczywistym jednak było, że warto by było spisać nową wersję historii. Zadania tego podjął się… Krzysztof Miśkowicz. Mimo tradycyjnego wyśmiania na terenie Trizondalu, Miśkowicz, również tradycyjnie, nie poddał się i opublikował swoją wersję historii w Micropedii, likwidując pierwotną jej wersję. Król Tomasz Sokołowicz, aby nie narobić krajowi wstydu w oczach mikroświata, był zmuszony do usunięcia artykułu z Micropedii.

Najważniejsze odkrycia historii przedinternetowej według Krzysztofa Miśkowicza:

  • Trizondal powstał z plemion celtyckich Trizowian
  • Dech, Srech i Zdech – trzej bracia, którzy się pokłócili o władzę i podzielili Trizondal na trzy części
  • Zakon Kolisty – wróg Trizondalu w XII wieku
  • Wielka Wojna z Zakonem Kolistym – bitwa pod Trzcianą (wsią, założoną w 2011 przez samego Miśkowicza; zwycięstwo oczywiście osiągnął Trizondal)
  • 1940 – okupacja hitlerowska
  • 1993 – wspólna organizacja v-mundialu razem z Tyrencją

O zaistniałej potrzebie napisania trzeciej wersji historii przedinternetowej mówi się już od środka października. Obecnie w dyskusji najgłośniej słychać głosy Ignacego Żółtowskiego (obywatel Sarmacji i Trizondalu), który proponuje podzielić i rozplanować prace nad historią oraz niedawno przybyłego do Trizondalu Wojciecha Hergemona, który proponuje napisać historię własnoręcznie, jak to zrobił już w kilku krajach, ale potrzebuje do tego ogólnych wskazówek.

Tak czy inaczej, „oczywistą oczywistością” jest, że aktywny udział w pisaniu historii musi wziąć resort kultury, gdyż nie wygląda na to, aby obywatele mogli w chwili obecnej sami się zorganizować do pisania historii i stworzyć wszystkim pasujący wariant. Dopóki ktoś nie czuwa nad pracami, prace te nawet się nie zaczną. Można także wątpić, że obywatele zagraniczni pomogą Trizondalowi w pisaniu własnej historii – kraj musi znaleźć własnego, zaangażowanego obywatela.

Keep smiling

Po co nam Sejm? Ciągle zadaję sobie to pytanie. Krótkie, zwięzłe, lakoniczne, co najgorsze retoryczne. Z natury rzeczy nie odpowiada się na pytania retoryczne, bo jakże mam odpowiedzieć na „Co słychać?”. Jak mam odpowiedzieć na pytanie „Po co nam Sejm?”. Czy ktokolwiek, kiedykolwiek i gdziekolwiek widział Sejm? Rozmawiał z nim? Albo choć uścisnął jego dłoń? Spoglądam w górę, może tam jest Sejm? Wszechmocna, wszechwiedząca osoba. Człekopodobna postać, która determinuje nam życie. Ale nie, tam też nie ma Sejmu! Zaglądam pod biurko, szukam go pośród liści kapusty, może ma go przynieść bocian? Pełen rozgoryczenia spoglądam w siebie, może tutaj znajdę Sejm?
Tajne komisje, referaty, departamenty i wydziały tłumią się u drzwi mojego domu, nie dają mi spać. Wkradają się najmniejszą szczeliną do mojej świadomości. Chcą reformować, naprawiać i diagnozować. Uderzają kluczami francuskimi ustaw, ściskają imadłem rozporządzeń, wbijają w jaźń rozpalone gwoździe postanowień.
Mimo to ja nadal trzymam fason keep smiling! Nadal szaleńczo szukam Sejmu, na przekór torturom. Odsłaniam zęby w szaleńczym uśmiechu, spoglądam przez lupę absurdu i powtarzam wciąż, aż do znudzenia:
keep smilig, keep smiling, keep smil….

(-) JE Franciszek Xawery

I znowu o samorządach

Nierówność

Tak, tak, wszyscy wiemy, które gubernatorstwo tu jest na prawej szalce

Nowy naczelnik Gubernatorstwa Trilandu Adrian Trydencki przedstawia propozycje zmian w Dekrecie o prawach autonomicznych dla samorządów Trizondalu, który już od 10 miesięcy dość dziwnie dzieli samorządy Królestwa.

„Dekret o prawach autonomicznych dla samorządów Królestwa Trizondalu” jest dekretem, sporządzonym i podpisanym 15 stycznia 2011 roku przez rządzącego wówczas w Trizondalu Marcela Hansa. Dekret ten ustanawia szczególne prawa dla każdego samorządu. Nadaje także każdemu samorządowi szczególny wektor rozwoju, nie powtarzający się w żadnym innym gubernatorstwie.

Szczególne prawa gubernatorstw:

  • Zongya – naczelnik Zongyi nazywa się „Szacho” albo „Prezydent”, Zongya ma prawo do uchwalenia własnego Statutu, prawo na własny język urzędowy „z racji dużej odmienności kultury”
  • Pięciopolska – naczelnik Pięciopolski (także znany jako Gubernator) wybierany jest według wewnętrznych praw VRP, prawo do konstytucji regionalnej, dopuszczanie działania Związku Pięciopolskiego
  • Dalmencja – najwyższa władza – mieszkańce „z racji szczególnej roli odgrywanej przez mieszkańców Dalmencji w królestwie”, Gubernator-Gerant reprezentuje mieszkańców, prawo do konstytucji regionalnej, mieszkańcy Dalmencji mogą zawiesić akt prawny Królestwa Trizondalu przyjęty przez władze centralne
  • Triland – prawo zobowiązuje Triland do stawiania na turystykę i ochronę środowiska, prawo do wyboru Naczelnika, struktury samorządowe muszą dbać o turystykę, utrzymanie infrastruktury.

Dekret ten nie po raz pierwszy wywołuje dyskusje w Trizondalu. Przed kilkoma miesiącami dyskusja o tak zwanym „Królestwie Dalmencji”, czyli szczególnych uprawnieniach Dalmencji, była jednym z katalizatorów „Białej Rewolucji”. Mieszkańcy Trizondalu spoza Dalmencji byli niezadowoleni punktem o „szczególnych zasługach mieszkańców regionu”, a zwłaszcza o prawie veta mieszkańców regionu, które pozwalało mieszkańcom Dalmencji (a w szczególności jej gubernatorowi) rządzić i szantażować parlamentem. Po stronie przeciwników gubernatora brzmiały nawet nawoływania do ogłoszenia w Dalmencji stanu wojennego i rozpędzenia władz samorządowych, aby król mógł ustanowić w regionie porządek. Nie spotkało to się jednak z aprobatą ludności.

Tym razem inicjatywa zmiany lub uchylenia dekretu pochodzi od samego samorządu. Wyznaczony przed kilkoma dniami naczelnikiem Trilandu Adrian Trydencki nie jest zadowolony z rozdziału o Gubernatorstwie Triland, a dokładniej zapisami o turystyce i ochronie środowiska. Jego tezy doczekały się poparcia byłego gubernatora, Simona von Landsbergen oraz Ferenca Zagórskiego, który (jak i wcześniej), uważa, że prawa szczególne dla samorządów w ogóle należy zlikwidować. Jego Królewska Mość Tomasz Sokołowicz uważa, że dekret należy przepisać od podstaw, a nie odwołać w zupełności.

Tak więc, pozostaje nam czekać. Nowy parlament, który jest niezdolny do wszelkiego działania, na pewno nie przepisze dekretu, Król ma inne rzeczy na głowie, a Komisja ds. Reform działa długo i nie wiadomo, kiedy zobaczymy efekty działania tejże komisji. A na razie – bójmy się veta Dalmencji i nie śmiećmy w Trilandzie.

Król Tomasz Zastępca

 

Zamiatacz

Być może następna kadencja Izby Reprezentantów będzie chciała, żeby Król zamiatał ulice Dalmencji

Inauguracyjne posiedzenie Izby Repzentantów Królestwa Trizondalu, trwające już dziesiąty dzień wybiera marszałka oraz zastępcę marszałka Izby. Wśród wielu dziwacznych propozycji wydziela się osobowość wicemarszałka, którym zostaje… Jego Królewska Mość Tomasz Sokołowicz.

Przypomnijmy, jak działa Izba Reprezentantów – nowy organ władzy Trizondalu, który przyszedł na zmianę Izbie Wielkiej, nie będącej aż tak złym rozwiązaniem. Izba Reprezentantów składa się z 3 reprezentantów – reprezentant królewski (Marcel Hans), mianowany przez Króla do odwołania, reprezentant obywatelski, wybierany w wyborach powszechnych na okres trzech miesięcy (Rafał Sokołowicz) i reprezentant gubernatorski, który wybiera się przez gubernatora poszczególnego gubernatorstwa na okres jednego miesiąca (rotacja gubernatorstw). Obecnie reprezentantem gubernatorstwa Dalmencji jest Michal Misiol.

Nie będziemy długo się rozpisywali o minusach takiego systemu wyborczego (na przykład teraz, Marcel Hans jest „sam sobie koalicją rządzącą” bez żadnych wyborów – jako reprezentant królewski ma jeden mandat w Izbie, drugi mandat kontroluje jako gubernator Dalmencji. Gdy przyjdzie kolej Zongyi, izbę będzie kontrolował król, co, trzeba zauważyć, też nie jest całkowicie zbieżne z zasadami demokracji.

10 listopada Izba Reprezentantów zebrała się w swym inauguracyjnym posiedzeniu i nie wygląda, aby Reprezentanci mieli zbyt dużo chęci do pracy. Pierwszym i najaktualniejszym problemem całkiem logicznie jest wybór Marszałka Izby, na urząd ten zgłosił się Rafał Sokołowicz, pozostali zaś zgłosili poparcie dla jego kandydatury. W głosowaniu obecnie trwającym zagłosowali już wszyscy Reprezentanci i widać, że kandydatura ta przeszła niemal jednogłośnie, tylko sam kandydat się wstrzymał od głosowania.

Nie wybór Marszałka IR jest jednak najdziwniejszy. Proces wyboru zastępcy Marszałka Izby Reprezentantów wywołuje o wiele więcej pytań. 13 listopada (niestety, w niedzielę), Marcel Hans wysunął z trybuny Izby propozycję, aby wicemarszałkiem został sam król Tomasz Sokołowicz, który nie jest nawet członkiem Izby. Dodał, że według niego w trzechosobowym parlamencie, gdzie jedna osoba i tak już jest marszałkiem, „zastępców może być kilkoro”. O dziwo, pozostali posłowie podtrzymali ten projekt i nie wyrazili sprzeciwu, jak na razie, kandydatura Jego Królewskiej Mości na zastępcę Marszałka Izby Reprezentantów jest popierana jednogłośnie.

Redakcja pozostawia dla czytelników pytanie retoryczne – czy nie jest poniżeniem godności Króla bycie zastępcą Marszałka parlamentu? Można jeszcze założyć, że Król przewodniczy obradom parlamentu, choć to jest głupio, ale w szczególnych wypadkach – czemu nie? Ale zastępować marszałka, będąc najwyższą władzą w kraju? Cytując Adasia Miauczyńskiego: „Nie, no to nie do wiary… To być nie może!”.

A jednak. Może. W Trizondalu wszystko być może.

Trizondal chce zmienić zasadę wybierania parlamentu – sondaż

Loteria

Prawdopodobnie najlepsza ordynacja wyborcza

Dzisiejszy tradycyjny w naszym czasopiśmie sondaż poświęcony jest ordynacji wyborczej do parlamentu Trizondalu. Na forum mówi się o niej mało, a dokładniej – nie mówi się wcale. Wciąż jest to jednak aktualną kwestią, gdyż w parlamencie nie trwa żadna praca; wygląda, iż nowa ordynacja wyborcza nie daje żadnych szans dla normalnej pracy parlamentu. Co więcej, anonimowe źródło „Mordas” w pałacu królewskim mówi, ze nikt w Trizondalu nie może dokładnie opowiedzieć, jak został przyjęty Dekret o IR i jak Izba Reprezentantów została stworzona – „Ot, przyjął się i wszystko”. Niemożliwą do wskazania jest także osoba-pomysłodawca Izby Reprezentantów.

Pytaliśmy więc Trizondalczyków, czy należy według nich, zmieniać system wyboru do parlamentu Trizondalu. Wyniki nas nie zadziwiły – nikt nie powiedział, że obecnej ordynacji zmieniać nie trzeba, wszystkie odpowiedzi były za zmianą lub „niemające zdania”. Diagram, przedstawiający wyniki:

Sondaz_VI

Muzyczka na koniec

Długo myślałem, czy w tym wydaniu należy dać piosenkę jesienną, czy bardziej zimową. Mając jednak na uwadze, że w realnym mieście zamieszkania redaktora już w piątek był pierwszy śnieg, a w sklepach zaczęły się świąteczne wyprzedaże, daję piosenkę zimową-świąteczną. Jesienna piosenka, być może, będzie w następnym wydaniu, już w grudniu.

Piosenka jest o świętym Mikołaju, ale o takim trizondalskim, a nawet dalmenckim Mikołaju, który bez żadnych sentymentów może zabić człowieka i wygląda tak… górniczo. Enjoy!

Don\’t shoot me Santa

 

 

 

Finita la comedia.

Piąte wydanie

Okładka

Słowo redaktora

War… War never changes

Słowo redaktora

Hau-hau, drodzy czytelnicy!

W życiu realnym wielu z was słyszy często słowa „Wojna polsko-polska”, na określenie intryg politycznych, toczących się w Polsce. W Trizondalu jednak sytuacja jest o wiele bardziej napięta. Mieszkańcy by zapewne ucieszyli się, gdyby wojny, toczące się w Trizondalu, byłyby wyłącznie polityczne – życia politycznego w Trizondalu jest jeszcze mniej, niż kiedyś w RSiT.

Tymczasem działania wojenne toczą się na wszystkich możliwych frontach, z wyjątkiem religijnego (a już i tam pojawiają się zalążki konfliktu). W mediach toczy się klasyczna walka Propagandische Zeitung-Mordas (tak, też jesteśmy częścią frontu!), którą niestety przegrywamy. Niedawno do walk dołączyły dwie nowe stacje telewizyjne (o tym napiszemy!); ta nowa walka wygląda jak mecz reprezentacji piłkarskich Liechtensteinu i wyspy Man.

Walka „obywatele-CBT” również nabiera nowych obrotów. Dwie rozprawy sądowe, skandale, intrygi, itd. Trudno o tym coś powiedzieć w skrócie, więc na to będzie też oddzielny, niedługi zresztą, artykuł.

Na koniec „słowa redaktora” chcę zwrócić Waszą uwagę na to, że dziś pod słowami tymi podpisze się nowe imię – Ferenc von Landsbergen. Nie, nie jest to jakiś „nowy człowiek” od Propagandische Zeitung czy lojalista rządowy – to wciąż ja, ten sam Bokassa, tylko pod nowym imieniem. Chcę podziękować JKMości za umieszczenie strony naszego czasopisma na serwerze Trizondalu. Wreszcie! Enjoy.

(-) Ferenc von Landsbergen

Wybory do IW – trochę tego, trochę tego

Wybory IW

Wybory do Izby Wielkiej II kadencji, będące m.in. powodem opóźnienia czterodniowego w wydaniu „Mordas” przyniosły kilka niespodzianek, trudno je jednak nazwać sensacjami. Wybranych zostało 6 spośród 7 elektorów Izby, o siódme miejsce powalczą w wyborach uzupełniających dwaj kandydaci z równą ilością głosów.

Z uwagi na naszych zagranicznych czytelników, czuję się zobowiązany do wyjaśnienia na początku naszego zagmatwanego systemu wyborczego. Ponieważ wyjaśnienie tego systemu zajęłoby połowę strony, a infografik robić nie umiem, objaśnię na przykładzie sytuacji faktycznej.

W wyborach wystartowało dziewięciu kandydatów, co oznacza, że wyborca ma prawo oddać do 7 głosów (każdy głos jest równy) na kandydatów (zasada liczba kandydatów minus 2). Do Izby trafia również 7 osób z największą ilością głosów (zasada odrzucania dwóch lub trzech kandydatów, w zależności ile trzeba dla nieparzystej ilości elektorów). Wcześniejsza wersja ustawy o IW była jeszcze bardziej poplątana – odrzucany był tylko jeden kandydat (czyli z założenia miałby odpadać Poland), a w wypadkach spornych decyzję podejmował gubernator największego Gubernatorstwa (Marcel Hans na wieki wieków).

W ostatnich wyborach udział wzięło 10 spośród 18 obywateli. Oddano w sumie 51 głosów, co daje średnią 5,1 na człowieka. Jeśli kogoś to ciekawi, sam osobiście oddałem 5 głosów.

Wyniki wyborów - procenty

 

Pierwsze miejsce w wyborach zajął Maciej Sienkiewicz. Tak, można powiedzieć, że jest to dziwne, lecz nie jest to sensacją. W ubiegłych wyborach p. Sienkiewicz zebrał identyczny procent głosów, czego zresztą, nie wystarczyło mu wtedy do zwycięstwa. Zajął wówczas drugie miejsce.

Pan Sienkiewicz zamienił się w tych wyborach miejscami z Simonem von Landsbergen – w ubiegłych wyborach to on zwyciężył, zostając marszałkiem IW, jak sam teraz określa, nawet słusznie, „Cichej kadencji”. Identyczną ilość głosów zgromadził Adrian Trydencki, dla którego są to pierwsze wybory do IW.

Czwarte miejsce – JKW Marcin Sokołowicz, z oczywistych powodów również debiutant wyborów. 13% w wyborach nie jest złym wynikiem, nie możemy więc mówić o pogorszeniu wyników. Na piątym miejscu człowiek, który po trudnej i niezbyt aktywnej kadencji premiera oraz skandalach z CBT zanotował największy spadek wyników – Ferenc von Landsbergen. Przed dwoma miesiącami jego poparcie było o 5% większe licząc od ilości wszystkich głosów, a sama ilość głosów była dwa razy większa.

Szóste i ostatnie gwarantowane w IW miejsce – sensacja wyborcza – Krzysztof Miśkowicz. Elektorat tego wiecznego outsidera wszystkich trizondalskich wyborów wzrósł trzykrotnie, a nawet pięciokrotnie, jeśli liczyć według ilości oddanych głosów.

Siódme-ósme miejsce – Michał Misioł oraz John van Barlah, dziś właśnie walczą o ostatnie miejsce w Izbie w wyborach uzupełniających. Z uwagi na ciszę wyborczą nie skomentujemy ich wyników.

Na ostatnim miejscu Raffo Volfie. Przyznam, że redakcję nieco zdziwił taki wynik, na pewno miał prawo być wyżej niż jeden z kandydatów, dziś kandydujący w wyborach uzupełniających. A może i obaj. Pan Volfie obecnie jest jednym z trzech kandydatów na Premiera. Przypominamy, że wybory na ten urząd rozpoczną się już jutro!

Jutro Izba Wielka prawdopodobnie zbierze się na swe pierwsze posiedzenie w nowej kadencji, gdzie zostanie wybrany nowym marszałkiem. Kto nim będzie? Nie wiadomo. Na razie oficjalnie nikt nie przedstawił własnej kandydatury.

Wywiad z Maciejem Sienkiewiczem

 Dziś rozmawiamy z Maciejem Sienkiewiczem, człowiekiem-sensacją wyborczą. Zwycięża bowiem w dwóch wyborach z rzędu, a w ostatnich wyborach do Izby Wielkiej zdołał przekonać do siebie 90% wyborców.

[FL] A więc witam pana Sienkiewicza serdecznie.
[MS] Witam

[FL] Nie mogę nie pogratulować Panowi z okazji tak wysokiego wyniku wyborczego. Jaka jest tajemnica sukcesu?
[MS] W pewnym sensie sukces wyborczy bierze się z „polityki spokoju”. W realu ludzie głosowali np. na Komorowskiego po to, by mieć spokój i słuchać w TV o awanturach. Tak samo jest ze mną. Ja, jako osoba cicha i spokojna staram się nie angażować w spory. Wobec niektórych kwestii albo się nie wypowiadam choć mam opinię na jej temat, albo tez zachowuję status quo. Choć nie przeczę, że potrafię się okopać w flace czego przykładem jest mój i paru innych obywateli sprzeciw wobec opłat CBT.

[FL] Cóż, pozycja mądra. Nawet w sprawie CBT – „starzy” nie zauważają przecież tych kilku obywateli sprzeciwiających się opłatom i uważają, że wszyscy je popierają. Jednak czy Panu nigdy nie zarzucano z powodu własnego „nieangażowania się w spory” nieaktywność?
[MS] Owszem, jestem bierny w pewnych kwestiach ale mam taką naturę dziwaczną że wolę się nie odzywać niźli dostać w czerep. I to jest złe. Mam swoje stanowisko na temat CBT i będę go bronił, choć w ostateczności (!) jestem skłonny do kompromisu.

[FL] Jako najbardziej wpływowy teraz chyba Elektor Izby Wielkiej ma Pan możliwość i potencjał do osiągnięcia tego kompromisu. Jakim go Pan widzi?
[MS] Ten skład IW jest chyba najlepszym jaki widziałem. Znam członków IZby i uważam, że osiąganie kompromisów nie powinno być problemem. Zawsze zdarzą się głosy przeciwne, ale myślę że ta kadencja będzie owocna

[FL] Demokracja zakłada głosy przeciwne, choć oczywiście, demokracja trizondalska, w której żyjemy, różni się od wszystkich widzianych nam w v-świecie ustrojów. Chodziło mi jednak o to, jakim widzi Pan kompromis w sprawie opłat CBT?
[MS] W kwestii CBT jak już wspomniałem będę bronił stanowiska. Kompromis będzie polegał na obniżeniu opłat za prowadzenie konta do granic opłacalności. Mam tu na myśli kwotę oscylującą w okolicach 20 MRK oraz zwrót opłat w wysokości 15 MRK. Proces jaki wytoczył państwu jeden z obywateli pokazuje że coś z systemem jest nie tak. Szkoda tylko, że wytoczył on swój sprzeciw w inna stronę, bo za stan rzeczy nie jest odpowiedzialny Król lecz osoba zarządzająca Bankiem.

[FL] Podał Królestwo, a nie Króla. Wracając do tematu wyborów – jedna osoba nie oddała dla Pana głos. Podejrzewa Pan, kto?
[MS] W sumie sam nie wiem kto to. Krzysztof, chociaż jest jaki jest, nie mógłby nie oddać na mnie głosu. Znam go dobrze z fór medialnych. Chociaż ma postrzelone pomysły w gruncie rzeczy nie jest groźny ;)

[FL] Jak już zahaczyliśmy temat Miśkowicza, to pozostańmy przy nim. W tych wyborach potroił własny elektorat. Kosztem czego to zrobił?
[MS] Wielu dało się złapać. W ostatnim czasie przybyło paru obywateli, choćby John Van Baarlah, którzy mogliby bardzo dobrze stanowić jego elektorat. Weźmy też pod uwage fakt, że te osoby nie znają „starej gwardii” bardzo dobrze.

[FL] van Barlah jest przeciwnikiem p. Miśkowicza, wystarczy poczytać jego posty na temat RTP (tak to się nazywa, nie oglądam?). Między innymi, która z dwóch nowych telewizji trizondalskich Panu bardziej imponuje?
[MS] Oczywistym faktem jest że TVT to wyrobiona marka i znaleźli się ludzie chcący się na niej wzorować. W tym rozdaniu na plus wychodzi triPlay a to przez wzgląd na fakt, że twórca tej stacji wykazuje się pewną kreatywnością w przeciwieństwie do osoby tworzącej RTP. Trudne sprawy mogę obejrzeć w TV (o, teraz lecą :) ) a nie na forum Trizondalu jako produkcję RTP. Niemniej życzę obydwu powodzenia, bo przynajmniej coś się dzieje na naszej niwie medialnej.

[FL] Niedługo rozpoczną się wybory premiera Trizondalu. Wybory ciekawe tym, że nie ma w nich doświadczonych kandydatów – mamy dwóch outsiderów wyborów IW (van Barlah i Volfie) oraz niezbyt aktywną, a mimo to dawno będącą w mikroświecie Ivette. Jaka jest Pana pozycja na temat tych wyborów?
[MS] Mamy czwartkowe późne popołudnie. Jutro nastąpi zamknięcie list. Czekam na innych kandydatów. Jeśli się takowi nie pojawią to skłaniam się wobec dwóch scenariuszy. Albo oddam w wyborach głos pusty, albo wybiorę między kobietą a mężczyzną. Raffo to fajny chłop, dojrzały jak na 13 lat, ale Baarlah równiez dobrze rokuje. Wygląda na to, że będę musiał rzucać monetą :D

[FL] Ależ Pan może wybrać kobietę, czyli Ivette? Widzi ją Pan w fotelu Premiera?
[MS] Już raz w czasie mojego v-życia była kobieta na stanowisku premiera. Była to Karolina Lichtenstein w czasach sarmackich, która zbyt długo nie porządziła. Paulina nikomu nie wadzi, ale jest niestety mało aktywna. To stawia ją w niezbyt korzystnym świetle. Choć nie powiem, pełniła juz parę funkcji, choćby w sądzie i się sprawdziła.

[FL] Teoretycznie, jeśli zostanie Premierem, sąd pozostanie pusty, w czasie samych ciekawych rozpraw. Chyba nigdy trizondalski sąd nie był tak zajęty, jak teraz. Dwie rozprawy jednocześnie!
Niemniej, przejdźmy do końcowego tematu rozmowy. Jak i we wszystkich trizondalskich knajpach, na końcu mówi się o regionach i o tym, jak bardzo je trzeba rozwijać. Do jakiego regionu Pan czuje przynależność?
[MS] Dwie rozprawy jednocześnie? Szał! Wracając do tematu. Nie odczuwam antypatii do żadnego z regionów naszego kraju, wszystkie są dla mnie równie ważne. Pięciopolska ma swój wpoły dziwaczny klimat z mafią, Triland kusi tropikami, Zongya stawia na nowoczesność. Jednak najbliższa mojemu sercu jest Dalmencja. Faktem jest ze po zniknięciu Marcela aktywność tego regionu drastycznie spadła a na prowadzenie wysunął się Triland, któremu gratuluję.

[FL] A więc widzi Pan potrzebę rozwoju regionu… Ma Pan jakiś własny pomysł?
[MS] Symbolem Dalmencji są spontaniczne akcje. Pamiętam jak przed laty Krzysiek robił z moim udziałem koncerty w Nowym Kotwiczu. Może by warto do tego wrócić? Równie ważne są nowe inicjatywy jak choćby Instytut Morski w Meridzie, Korleone oraz sport lokalny. Ja uważam, że trzeba wspierać takie inicjatywy i myślę, że osoby które z nimi wychodzą i nie porzucają ich powinny dostawać na zachętę drobne kwoty od państwa za aktywność. Powtarzam: drobne, do 5 do 10 MRK; ma to zapobiec rozpuście.

[FL] Koncerty w Dalmencji? Przyznajmy, że Wieczny Gubernator, Ojciec Narodu, nadał temu regionowi klimat regionu z molochami w postaci zakładów przemysłowych. Jest możliwość zmiany tego, powiedzmy, image’u regionu? Trzeba zrobić rebranding?
[MS] Nie zapominajmy o Domie Robotnika. Tam jest miejsce na organizowanie imprez w Dalmencji.
Myślę, że trzeba stawiać na nowoczesne technologie. Pisanie o hutach i kopalniach wywołuje u czytelnika wrażenie, że czas tam się zatrzymał 40 lat temu. Ciężki przemysł jest ważny, ale nie najważniejszy. Jest Dalmencja Zachodnia, region typowo rolniczy. Od pewnego czasu zastanawiałem się nad założeniem wsi zamkniętej, lecz ciągle odwlekam ten pomysł.

[FL] Dlaczego?
[MS] Brak czasu i zaburzenia pamięci krótkotrwałej :D. W sumie model już jest, inspiracją jest choćby rodzinna miejscowość.

[FL] Hm… może mała zapowiedź? :) Co tam będziemy mogli zobaczyć?
[MS] Krótka piłka: prawie to samo co w Trzcianie, ale na nizinach, czyli bez rewelki. Od czasu do czasu informacje o festynach, zbiorach kartofli…

[FL] Hm… ciekawe. Dziękuję za wywiad i życzę powodzenia w inicjatywach!
[MS] Dziękuję i życzę miłego wieczoru.

Wojny karłów medialnych

Wojny karlow telewizyjnych

Od niedawna w Trizondalu istnieją nie jedna, lecz trzy stacje telewizyjne. Dwie nowe stacje telewizyjne, zarządzane przez Johna van Barlah i Krzysztofa Miśkowicza starły się w bezsensownej walce o widza, którego… nie ma.

Jako pierwsza z dwóch nowych stacji telewizyjnych powstała Triplay, założona przez Johna van Barlah w drugim (?) dniu jego przyjścia do v-świata. Takie pośpieszne założenie telewizji nie musi wyglądać dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że sam van Barlah przyszedł do wirtualnego świata oglądając Wydarzenia TVT. (mało kto wie, że pomysłodawcą nazwy Wydarzenia jest pan von Landsbergen, to były czasy!) Triplay rozpoczął własną działalność jako kanał rozrywkowy, „nadając” turecką (?) muzykę, pobraną z innych kont youtube i wstawioną na konto telewizji. Później zobaczyliśmy małą poprawę – van Barlah zaczął produkcję marnie (porównując do TVT) prezentującego się cyklu historycznego o Trizondalu. Niemniej, była to już produkcja własna van Barlaha.

triPlay

W niebieskim kącie ringu… Przepraszam, po drugiej stronie barykad, mamy Krzysztofa Miśkowicza i jego „Grupa MTP”, w którą wchodzą dwie stacje telewizyjne (TTP 1, TTP 2) oraz stacja radiowa (RTP, całkiem jak portugalska telewizja publiczna).

Trzeba zauważyć, że pan Miśkowicz nie wziął swojego pomysłu z nieba. Wszystko się bowiem rozpoczęło od propozycji odnowienia RSiT-owskiej „sekcji telewizyjnej”, czyli miejsca w rodzaju Galerii Brutalizmu, tyle że każdy mieszkaniec mógł tam publikować własne filmiki. Później powstała propozycja, aby p. Miśkowicz zajął się nową stacją telewizyjną, która by miała zostać telewizją publiczną. Oczywiście propozycja ta nie spotkała się z żadnym poparciem, tak więc p. Miśkowicz założył własną, niezależną „Grupę MTP”.

MTP

Od czego rozpoczęła się wojna telewizyjna? Trudno dać jednoznaczną odpowiedź, dlatego też „Mordas” postara się zanalizować sprawiedliwość zarzutów, rzucanych w obie strony oraz ramówki obydwóch stacji TV. Ramówkę triPlay już zanalizowaliśmy dość pobieżnie, przejdźmy więc do ramówki TTP.

Trzeba przyznać, sytuacja tu jest o wiele gorsza niż u najbliższego konkurenta z triPlay. Grupa MTP dotychczas nie wyprodukowała żadnego programu własnej produkcji. W dodatku, większość programów nijak się ma do Trizondalu czy w ogóle v-świata. Dotychczas wyemitowano tylko dwa programy związane z Trizondalem – film o Miśkowiczu, stworzony przez Ivette jeszcze za czasów „sarmackiej okupacji” oraz film Marcela Hans o Dalmencji. Pozostałe „programy” to wstawione na forum skecze różnorodnych kabaretów polskich (nieśmiesznych oczywiście), program „Awantura o kasę”, oraz (uwaga!) „Trudne sprawy” i „Dlaczego ja?” – klasyk, który Nicolas Cage będzie pokazywał dla swoich potomków, aby udowodnić, że jest dobrym aktorem.

Tak, triPlay wygląda na tle TTP lepiej. Czy daje to jednak właścicielowi pierwszej stacji, panu van Barlah, prawo do krytykowania konkurenta tak mocno, jak robi to teraz? Nie. Krytyka, wyrażana przez p. van Barlah wobec Miśkowicza wszędzie, gdzie tylko można, przekroczyła wszelkiego granice dobrego gustu i kultury. Jak ktoś nie wierzy, to może sprawdzić, jak zniechęcają do v-życia słowa tego człowieka, który w v-świecie jest znacznie mniej niż ktokolwiek inny w Trizondalu.

Nieoficjalnie TVT w tej kłótni popiera stację triPlay, oficjalnie jednak milczy i nie interweniuje. Taka pozycja TVT jest raczej najmądrzejsza – nawet gdyby panowie van Barlah i Miśkowicz połączyli własne siły, nie dorosły by nawet do pięt gigantowi, jakim jest TVT. Kto wie jednak, czy taka słaba konkurencja nie zdemotywuje TVT do dalszego rozwoju. Miejmy nadzieję, że nie.

See you in court!

court

Podczas gdy cały Trizondal, a i v-świat, jest na wakacjach, w sądzie Trizondalu okres najtrudniejszej pracy. Dziś w sądzie trwają jednocześnie dwie rozprawy, w których figuranci są z grubsza ci sami.

Co ciekawe, w tych skandalach sądowych również nie obeszło się bez… Centralnego Banku Trizondalu (CBT), organizacji, która już przez kilka miesięcy jest źródłem przynajmniej połowy całego zła w Trizondalu, a przez niektórych jest określana za zbrodniczą i terrorystyczną. Pierwszy spór sądowy dotyczy bowiem bezpośrednio CBT – Adrian Trydencki y Potocki podał do sądu Królestwo Trizondalu (sprawa bezprecedensowa w historii RSiT i KT) o niezwrócenie mu przez CBT obiecanych trzydziestu marek. Według zarządzenia byłego dyrektora CBT, Marcela Hans, osoby, które posiadają mniej 200 marek na koncie, po spłaceniu kwoty 40 marek na konto CBT i napisaniu odpowiedniego powiadomienia, otrzymują zwrot 30 marek.

Adrian Trydencki y Potocki po złożeniu stosownego powiadomienia 30 marek jednak nie otrzymał. Marcel Hans później został odwołany z funkcji dyrektora CBT, a zastępuje go obecnie Tomasz Sokołowicz. Te dwie osoby i stanowią obronę Trizondalu w rozprawie. Pozycja obrony jest prosta – w rozporządzeniu dyrektora nie wskazane jest, w jakim okresie kwota musi być zwrócona, oraz powiadomiony musiał być obecny dyrektor.

Reprezentant powoda, Ferenc von Landsbergen, apeluje nie do paragrafów prawnych, a do etyki. Nie wygląda jednak na razie na to, że uda mu się przekonać Sąd do swoich racji (tzn. że ustępujący dyrektor powinien przekazać sprawy bieżące nowemu).

Sam von Landsbergen jest oskarżonym w drugiej rozprawie; oskarża go o zniewagę Marcel Hans (rewanż?). Co ciekawe, rozprawa dotyczy posta jeszcze z 11 sierpnia. Ferenc von Landsbergen nazwał (jak się podejrzewa) Marcela Hans, JKM oraz JKW idiotami z powodu tego, że nie chcą zmiany nazwy miasta „Las Libertas” na poprawną według reguł języka hiszpańskiego (o tym wypadku pisał już Propagandische Zeitung, możecie poczytać o tym tam). Oskarżony nie przyznaje się do winy twierdząc, że pod stwierdzeniem „wy, idioci” może się kryć np. duch drzew albo rząd Ameryki. von Landsbergenowi grozi kara zadośćuczynieniem poczynając i usunięciem ze wszystkich urzędów kończąc.

Będziemy obserwowali przebieg rozpraw.

IV Sobór ŚK K-N

Stodola sprawiedliwosci

Wczoraj Ajatollah Świętego Kościoła Khatangi-Natangi Walgierz Bezdziad I otworzył w Stodole Sprawiedliwości IV Sobór ŚK K-N, zapowiadany już przed niemal dwa miesiące. Sobór trwa w obliczu kolejnego już kryzysu Kościoła.

Kilkanaście minut przed samym otworzeniem Soboru ŚK K-N opuścił jeden z wiernych, Michał Misioł, który zresztą nigdy nie był zauważony na terenie Sanktuarium Khatangowej Złości jako aktywny.

Jak zauważył podczas swego uroczystego przemówienia Ajatollah, Sobór został zwołany dlatego, że należy odnowić Konstytucję Kościoła, która jest przestarzała z powodu zbyt wielu odwołań do RSiT i jego historii. Drugim powodem jest odwołanie Kasztelana Niepasteryzowanego, który podał się do dymisji już dość dawno, lecz jak się okazało, dymisja ta nie działała z powodu tego, że pasteryzować Kasztelana wyłącznie Sobór. Po ostatnim przemówieniu jako Kasztelan Maciej Sienkiewicz poprosił o poparcie dla odwołania jego z urzędu – tak też się stało. Dziś z rana jednogłośną decyzją wiernych Maciej Sienkiewicz został pasteryzowany. Następnym Kasztelanem prawdopodobnie zostanie Adrian Trydencki y Potocki, gdyż na razie jest jedynym kandydatem na ten urząd.

Otwierając Sobór, zostało ogłoszone także o planowanym rebrandingu Radia Khatanga, od jesieni jego prowadzący będą trzeźwi; zapowiada się otworzenie kilku nowych, poważnych programów specjalnie dla „strażników powagi”.

Muzyczka na koniec

Jak zawsze, daję na koniec jakąś kompozycję muzyczną. Tym razem nie wiem nawet, jak to skomentować. Po prostu usłyszałem ją w radiu i przypomniałem dawne, bardzo dawne czasy.

Milk & Sugar vs. Vaya Con Dios – Hey

 

Finita la comedia.